Kiedy kino staje się przemocą – o filmie “Dom Dobry” Wojciecha Smarzowskiego

Lubicie patrzeć jak chłop bije babe przez bite dwie godziny? Odpowiedź myślę, że jest jasna i klarowna, ale innego zdania jest chyba Wojciech Smarzowski, który postanowił przejechać się po najgorszych emocjach widza. O czym mowa? Od 7 listopada w kinach, w całej Polsce można zobaczyć “Dom Dobry” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. 

Reżyser porusza w filmie tematy tabu i problematykę patologii w polskich rodzinach. Cały plan na fabułę skojarzył mi się w konstrukcją, jaką wykorzystywała Zofia Nałkowska w swojej powieści “Granica”. W skrócie jaki ojciec taki syn. Grzechy pokoleniowe, skrzywienia są powielane w każdym następnym pokoleniu, a to generuje kolejne kręgi nieszczęść. Nie ma mowy o tym, że coś może się zmienić. Społeczeństwo gnije od środka i znikąd pomocy.

Na pierwszym planie rodzinny sadyzm

Film, tak jak już wspominałam jest splotem scen, w których główny bohater w sposób sadystyczny znęca się nad swoją żoną. Dla mnie, młodej kobiety, sceny były bardzo trudne, czasami wręcz nie do wytrzymania. Przemoc seksualna i fizyczna były chlebem powszednim codzienności Gośki – głównej bohaterki.

“Dom dobry” skrupulatnie zadawał ciosy mojej psychice. Jeszcze zakończenie otwarte, albo raczej kilka propozycji zakończenia tej dwugodzinnej historii krwawej tragedii rodziny sprawia, że pomimo kilku dni od tego, jak oglądałam ten film, nadal mam przed oczami brutalne sceny i odczuwam niepokój. Czy taki efekt chciał uzyskać reżyser? Być może.

W “Domie dobrym” nie ma dobrych mężczyzn 

 Co w tym filmie jest nie tak? Oprócz oczywistych rzeczy, które już zdążyłam omówić. W “Domie dobrym” nie ma dobrych mężczyzn. Począwszy od głównego bohatera, który jest urzędnikiem, chodzi w garniturach i ma znajomości z lokalną władzą, po policjantów i księży. Są również złe kobiety, ale zazwyczaj ich pewna dysfunkcja wynika z patologicznych mężczyzn z ich środowiska. Przykładem jest niezadowolona z życia, matka głównej bohaterki, która nie żyła w zdrowym małżeństwie, przez to piła i była awanturnicą niszczącą życie dwóm córkom. 

Wszyscy mężczyźni w środowisku głównej bohaterki okazywali się przemocowcami, albo jednostkami, chroniącymi przemoc. Policjant doskonale widzi co się dzieje, ale z racji tego, że jest dobrym znajomym męża Gośki, udaje, że wszystko jest w porządku. Policjantka towarzysząca podczas interwencji z kolei nie ma nic do powiedzenia, bo kolega z pracy ma inne zdanie i jego jest ważniejsze. Patriarchat do bólu z kryzysem męskości na każdej płaszczyźnie. 

W “Domie dobrym” są tylko nieudolni księżą

W filmie księża zostali  przedstawieni jako ślepi obrońcy przemocy i patologii rodzinnej. Bulwersującą sceną było dla mnie, kiedy do głównej bohaterki, która cała w siniakach po pobiciu przez męża leżała w szpitalu, bo wydała na świat córeczkę, przyjeżdża mąż z księdzem, który błogosławił im podczas ślubu. Kapłan widząc stan, w jakim była Gośka mówił dalej o ich wspólnej miłości do siebie i tego, że przecież są małżeństwem i jak to tak. 

Taki zabieg sugeruje totalną ignorancję księży na przemoc. Po filmie można mieć wrażenie, że małżeństwo nie ma sensu. Owszem, Smarzowski porusza ważny społecznie temat – nie ma mowy na przyzwolenie na przemoc w rodzinie i na obojętność społeczną. Nie można bagatelizować tego problemu, który niestety występuje w naszym społeczeństwie. 

Problematyka narracji filmu

Film uderza w filar społeczny. Najmniejszą i najważniejszą komórkę społeczną. Małżeństwo, rodzicielstwo są pięknem naszego człowieczeństwa. Rozbite rodziny generują dysfunkcyjne społeczeństwo. W dobie fali rozwodów, taka narracja, pokazanie nieudolności męskości, nieistniejącą empatię społeczną może powodować kolejne obawy i traumy przed założeniem rodziny.“Dom dobry” na pewno szokuje i zostanie ze mną na długo. Jednakże, tak jak powiedziałam, świat przedstawiony jest przekrzywiony i tendencyjny.

 A brutalność jest podawana w dawce nie do przełknięcia. Co z tym zrobimy dalej?

 

Aleksandra Pawlikowska